Menu

Historie, nie tylko kuchenne

Smak chleba, którym dzielimy się wspólnie, nie ma sobie równego... Antoine de Saint-Exupéry

Helenka, Marta i Agnieszka, i przepis na chleb żytni Ewy

pociechowo

         Zastanawiam się, o czym najpierw…. O Babci Helence? Babci Marcie? A może o mojej Mamie Agnieszce? O Ewie – przyjaciółce sprzed lat, sąsiadce z za płotu? Wszystkie one żyją już nieziemskim życiem…. Wiem, że są obok, albo raczej: są tak mocno wrośnięte we mnie, jakby nigdy nie umarły. Same kobiety. Mocne. Charakterne.

Zacznę, więc może od…. chleba, bo on łączy je wszystkie.

Babcia Helenka (Mama mojej Mamy) podchodziła do chleba ze szczególną czcią. Przeżyła wojnę. Wiedziała, co to znaczy głód…. Mieszkała z Dziadkiem Józefem poza wsią, pod lasem, niedaleko rzeki, na której bez ustanku kręciło się młyńskie koło.

Jej dom, jak i ona sama, zawsze pachniał chlebem. Wypiekała go w kuchennym piecu i dzieliła się nim ze wszystkimi. Sąsiadami z za płotu, z za lasu, z za pola…

Bochen zawsze leżał na dużej drewnianej desce pośrodku stołu w kuchni. Obok  masło domowej roboty, powidła, czasem smalec. Zanim rozkroiła chleb, kreśliła na nim kciukiem lub końcówką noża znak krzyża. Kiedy nawet jego najmniejszy kawałek upadł na podłogę, Helenka podnosiła go i całowała. Wszystko na babcinym stole wydawało się poświęcone. Posiłki były niczym dziękczynienie...

Zegar wiszący na ścianie wybijał kolejne godziny, a ja tak bardzo chciałam, żeby czas stanął w miejscu… Ciepło i bezpieczeństwo tam mieszkało.

A co najpiękniejsze, z jedzenia u Babci Helenki nie marnowało się nic. Poza ludźmi, do wykarmienia były kury, kaczki, gęsi, świnie, koń (przewodnik dziadka),psy i koty. Czyli cała ferajna, z której najszczęśliwsze chyba były krowy, bo od wiosny do późnej jesieni trawy zawsze miały pod dostatkiem.... 

Tak na marginesie, teraz mogę się już przyznać, że krowy i ich mleko były największą zagadką mojego dzieciństwa. Zastanawiałam się, jak to jest, że jedzą tyle zielonego, a mleko dają białe...

Wspomnienia związane z Babcią Martą (Mamą mojego Taty) są równie piękne, chociaż dla niej samej życie pewnie było trudne, bo pełne traumatycznych doświadczeń i poświęcenia. Przeżyła razem z mężem i trójką swoich dzieci obóz w Sztutowie. Cudem. Życie było dla niej cudem. Chleb był dla niej życiem. Jeszcze przed jej śmiercią znajdowałam często pod jej poduszką poutykane kromki chleba, które miały, w jej świadomości, uchronić ją przed głodem. To było jej zabezpieczenie. Nie: pieniądze na koncie, tylko… chleb.

Kiedy byłam małą dziewczynką, bardzo dotkliwie zraniłam się w kolano podczas upadania z płotu. Marta wzięła wówczas kromkę chleba do ust, przeżuła i tak rozmoczoną skórkę wymieszaną ze swoją śliną przyłożyła do głębokiej rany na mojej nodze. Zagoiła się ona błyskawicznie. Utopiona w babcinych ramionach szybko zapominałam o bólu, a ona sama potrafiła mnie rozweselać, jak nikt inny. Pamiętam tez bajki, które wymyślała na poczekaniu i opowiadała mi je do snu…

            Mama Agnieszka… O niej samej w następnych wspomnieniach napiszę więcej. Piękna kobieta. O czarnych włosach, oczach o niespotykanej głębi. Z duszą artystki. Czarowała nie tylko na swoich płótnach. Nie tylko w swoim życiu. Czarowała też w kuchni. I mimo, że jej rozdział życia - mieszkania wśród kaszubskich lasów był daleko poza nią, mimo że kuchenki elektryczne w miejskich domach w niczym nie oddawały możliwości wiejskich pieców kuchennych, glinianych, kaflowych, czy chlebowych, to ona uparcie piekła chleby, bułeczki, rogale i inne cuda zawsze wtedy, kiedy tylko czas jej na to pozwolił. Kuchnię mojej Mamy pamiętam jako krainę tysiąca smaków i zapachów.

            Ewa, sąsiadka z za płotu, objawiła się w moim dorosłym już życiu. Jej dom kojarzył mi się ze wspomnieniami o Babci Helence, Marcie i mojej Mamie. Zawsze był wypełniony zapachami, ludźmi, życzliwością. To Ewa nauczyła mnie piec chleb. Nigdy go nie kupowała. Nauczyła mnie wielu rzeczy, a potem… odeszła.

            Na zakończenie dzielę się z Wami jej przepisem na CHLEB ŻYTNI. Do dzisiaj mam go na kawałku kartki w kratkę, lekko poplamionej, z jej pismem. Niech i Wam służy.

CHLEB ŻYTNI EWY FRYMARK

Składniki: 2 kg mąki żytniej, 2 szklanki mąki pszennej, 10 dkg świeżych drożdży, 3 łyżeczki soli, 6 szklanek ciepłej wody

Przygotować rozczyn: w dużej misce wymieszać drożdże z ciepłą wodą i 1 kg mąki żytniej, dokładnie wymieszać drewnianą łyżką, aż powstanie gładka masa. Przykryć lnianą ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 10 godzin. Następnie dodać drugi kilogram mąki żytniej i sól. Zagnieść luźne ciasto i wyrabiać do czasu, aż będzie jednolite i miękkie. Odstawić do wyrośnięcia. Po około 1 godzinie formować ciasto: wysypać 2 szklanki mąki pszennej na stolnicę i formować (nagniatać) bochenki i układać je w dowolnych foremkach. Nagrzać piekarnik do 220 stopni i piec chleb około 45 min. Chleb jest dobrze upieczony, jeśli przy pukaniu wydaje głuchy dźwięk.

    Potem pozostaje już tylko na wypieczonych bochenkach zrobić… znak krzyża i SMACZNEGO!

chleb

© Historie, nie tylko kuchenne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci